Wyhaczysko na Barbadosie

Zakończyłem okres maturalny. Napisałem swój “egzamin dojrzałości” i oczekuję wyników. Mam nadzieję, że z tym rezultatem przyjmą mnie tam, gdzie chcę, a jeśli nie to i tak sobie dam radę.

Miałem zamiar rozliczyć gimnazjalno-licealną przeszłość, ale doszedłem do wniosku, że jeszcze trochę na to za wcześnie. Do końca wakacji postaram się zebrać w myślach te wszystkie dobre i mniej dobre chwile oraz podziękować ludziom, na których mi zależało.

Póki co streszczę wszystkim zniecierpliwionym czytelnikom bloga ostatnie wydarzenia.

W połowie maja nasza klasa zebrała się na “corocznym” ognisku u P. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, trup ścielił się gęsto, a weterani tamtej nocy przeżyli tak tragiczne wydarzenia, że do końca życia będą mieli o czym opowiadać swoim wnukom. Większość z kombatantów dowiedziała się czegoś nowego tego wieczoru, tj. śpiwory przetrwają wszystko oraz jeśli ktoś ma torbę z “lakierki”, to można robić z nią różne niecne rzeczy.

Zakończenie roku wraz z końcem maja. Jakoś specjalnie tego nie przeżyłem. Wcześniej widziałem już zakończenie roku mojej siostry, więc wiedziałem jak to będzie wyglądało. Nie rozumiem całego tego uniesienia związanego z rzucaniem beretu w górę. Może po prostu niektórzy potrzebują sygnału, że coś się kończy, a coś innego zaczyna. Nieważne. Nie jestem też wielkim fanem archiwizacji własnej facjaty w formacie .jpg i rozmiarach liczonych w megapikselach, dlatego nie biegałem za wszystkimi z aparatem. A jeśli już miałbym to robić, to prędzej biegałbym za najlepszymi dziewczynami z rocznika. Zdziwieni? Nikt nikomu nie odmówi ostatniego zdjęcia, a jak już korzystać to na całego!

Po zakończeniu miał miejsce bal/impreza. Właściwie ciężko nadać temu przedsięwzięciu konkretną nazwę mając na uwadze jej uczestników. Niektórzy skłaniali się ku nazewnictwu “bal absolwentów”, inni “bal maturzystów”. Ja opowiadałem się za tymi drugimi. W każdym razie, mniejsza o takie szczegóły! Impreza się udała. Trochę bałem się motywu przewodniego czyli “Piekło-Niebo”, ale ostatecznie wykombinowałem białą koszulkę i dodałem kilka napisów własnej roboty przy pomocy czarnego markera. Miałem mały dylemat przy wyborze designu ubioru, gdyż rozważałem różne slogany i ich umieszczenie na swoich szmatach. Ostatecznie zdecydowałem się z przodu na koncepcję kłamstwa męskiego i stałego myślenia o seksie – “[dymek od górnego końca koszulki (usta)] Kiedy z Tobą rozmawiam zawsze patrzę Ci prosto w oczy. [dymek od dolnego końca koszulki (Filemon)] Wykrywacz kłamstw: Kłamstwo!” oraz z tyłu na pomysł ze strzałką wzorowany na “jestem z moją dziewczyną”: “Jestem z Judaszem (strzałka w bok) On mnie nigdy nie zdradzi!”.

Tak, wiem, zbyt ciekawe to nie było, ale mając na uwadze, że większość tej imprezy będę tańczył pod okiem dyrektora i nauczycieli zrezygnowałem z rysunków typu mrugając plemnik pokazujący ok i podpisem “Szukaj nas w swoim Actimelu”. W każdym razie, większość imprezy przetańczyłem (kalecząc określenie tej czynności). Kto mnie widział tańczącego do piosenki Bee Geesów, długo tego nie zapomni!

Postanowiłem uruchomić własnego twittera (klik!), żeby zrozumieć całą tę wrzawę wokół 140-znakowych wiadomości.

Na razie to wszystko. Do rychłego zobaczyska!


Odpowiedzi: 2 to “Wyhaczysko na Barbadosie”

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.